[T] jak Transport

Zagadnienie transportu jest w pierwszej pomocy tematem co najmniej trudnym. Właściwie wytyczne sprowadzają się do jednego zdania: „Do transportu poszkodowanego uprawnione są tylko służby profesjonalne. Transport przypadkowymi środkami może doprowadzić do pogorszenia się stanu poszkodowanego, a nawet jego śmierci.”

Powyższe stwierdzenie – mimo, że jest w 100% prawdziwe – nie rozwiewa jednak wszystkich wątpliwości osób chcących skutecznie udzielać pierwszej pomocy. Świadczą o tym liczne, czasem bardzo szczegółowe pytania od kursantów. Próba podania jednego rozsądnego rozwiązania pasującego do każdej sytuacji jest z góry skazana na niepowodzenie. Jak zwykle w takich sytuacjach formułuje się bardzo ogólne i ostrożne zalecenia, które często bardzo trudno przystosować do życiowej rzeczywistości.

T jak Transport

Zasady dotyczące pierwszej pomocy posługują się terminem „poszkodowany” odnoszącym się do osoby, której staramy się udzielić pomocy. Nie stosuje się podziału na lekko, średnio i ciężko poszkodowanych (to wprowadziłoby już kompletny zamęt). W związku z tym zarówno pieszy potrącony przez samochód jak i majsterkowicz, który uderzył się młotkiem w palec są osobami poszkodowanymi i powinniśmy się kierować tymi samymi zasadami podczas udzielania pierwszej pomocy.

Na pierwszy rzut oka widać, że takie uproszczenie może prowadzić do dziwacznych sytuacji jak np. zmuszanie poszkodowanego z rozbitym palcem do oczekiwania na leżąco na lekarza, podczas gdy nic nie stoi na przeszkodzie żeby najzwyczajniej w świecie sam udał się na pogotowie. W wielu sytuacjach podchodząc do problemu ze zdrowym rozsądkiem można łatwo rozstrzygnąć czy stosować zasady jak przy poważnych wypadkach, czy też można zrezygnować ze stosowania niektórych reguł.

Podejście „na oko” może jednak czasem prowadzić do niebezpiecznych pomyłek, dlatego w tym wpisie na kilku przykładach wyjaśnię na jakie elementy zwracać uwagę. Ponieważ na miejscu wypadku nie mamy możliwości diagnozowania poszkodowanego (rentgen, pomiar ciśnienia, saturacji itp.) oraz brak nam ściśle medycznej wiedzy i doświadczenia, oceny dokonywać trzeba w oparciu o poszlaki.

Zanim przejdę do przykładów proponuję jeszcze zastanowić się w jakich sytuacjach ludzie wpadają na pomysł przewożenia poszkodowanego do szpitala.

  • Twoim zdaniem sytuacja jest poważna, obawiasz się o życie i zdrowie osoby bliskiej i chcesz jak najszybszej konsultacji lekarskiej.
  • Wiesz lub podejrzewasz, że czas dojazdu pogotowia jest długi. Uważasz, że jest konieczne szybsze skonsultowanie się z lekarzem.
  • Uważasz, że nie ma poważnego zagrożenia zdrowia jednak konieczna jest interwencja lekarska – np. prześwietlenie lub zszycie rany.

Na pierwszy rzut oka wydają się to racjonalne powody, żeby decydować się na samodzielny transport do szpitala. Zwróć jednak uwagę – zwłaszcza w dwóch pierwszych przypadkach na takie słowa klucze: „twoim zdaniem”, „podejrzewasz”, „uważasz, że”. Teraz, kiedy czytasz ten tekst na spokojnie widzisz, że nie ma tu mowy o racjonalnej ocenie, ani tym bardziej diagnozie, a jedynie o wrażeniu osoby bez fachowej wiedzy, w dodatku działającej pod wpływem silnych emocji i stresu.

Czy chciałbyś aby o zdrowiu i życiu kogokolwiek, kogo kochasz decydowano w taki sposób? Teraz uświadom sobie, że pod wpływem stresu możesz zachowywać się podobnie.

Przykład 1

Twój brat pracując na dachu parterowego budynku poślizgnął się i upadł. Przez chwilę był nieprzytomny ale po kilku minutach doszedł do siebie. Czuje się nieźle – jest tylko ogólnie potłuczony. Boli go głowa i nie bardzo pamięta co się stało, ale może samodzielnie chodzić.

Decyzja o tym, że konieczna jest konsultacja z lekarzem jest oczywiście prawidłowa:

  • upadek z niemałej wysokości mógł spowodować poważne obrażenia, które nie od razu się uwidoczniły
  • fakt utraty przytomności na krótki czas także potwierdza, że sytuacja nie jest błaha
  • ból głowy oraz niepamięć mogą wskazywać przynajmniej na wstrząśnienie mózgu
Przeczytaj jeszcze raz oba powyższe punkty. Każdy z nich mówi, że istnieje ryzyko poważnych urazów i może dojść do niespodziewanego pogorszenia stanu zdrowie. Poza tym nie wiedząc czy i z jakim obrażeniami wewnętrznymi mamy do czynienia, nie wiadomo jakie działania (chodzenie, przenoszenie) mogą spowodować pogłębienie tych urazów. Te fakty równocześnie mówią, że potrzebna jest pomoc lekarza i że przenoszenie / przewożenie, a nawet chodzenie może być niebezpieczne.

Wniosek: sytuacja, w której istnieje ryzyko poważnych urazów od razu dyskwalifikuje transport poszkodowanego w nieprofesjonalny sposób. 

Przykład 2

Sąsiad podczas pracy przy cięciu drewna, paskudnie rani się w rękę. Z bardzo głębokiej rany momentalnie zaczyna tryskać krew. Na szczęście jesteś w pobliżu i szybko i skutecznie tamujesz krwotok. Poszkodowany jest wystraszony całą sytuacją, blady, skarży się na lekkie zawroty głowy, ale poza tym wydaje się być w dość dobrym stanie.

W tej sytuacji ryzyko „ukrytych” urazów jest niewielkie. Wizyta u lekarza może być konieczna z dwóch powodów:

  • zszycie rany
  • kontrola czy złe samopoczucie nie ma poważniejszych przyczyn (w tym przypadku duży ubytek krwi a nawet wstrząs)
Jedyne potencjalne ryzyko to wstrząs spowodowany dużym ubytkiem krwi. Wstrząs stanowi zagrożenie życia i w czasie transportu poszkodowany mógłby stracić przytomność dlatego jest to kolejna sytuacja, w której można podejrzewać ukryte niebezpieczeństwo.

Wniosek: Zamiast transportu należy raczej  zastosować działania przeciwstrząsowe.

Przykład 3

Koleżanka prosi cię o zawiezienie na pogotowie jej 8 letniego syna, który skarży się na silne bóle brzucha. Mimo zażycia dużej ilości środków na ból żołądka, dolegliwości od kilku godzin nie ustąpiły. Dziecko w zasadzie nie może chodzić, ani spać dlatego czekanie do rana albo przejazd środkami komunikacji miejskiej nie wchodzą w grę.

Zastanów się przez chwilę, co można poczuć w takiej sytuacji. W końcu dziecko cierpi i większość normalnych ludzi będzie dążyła do jak najszybszego zaradzenia sytuacji. Weź jednak pod uwagę, że objawy są bardzo niepokojące:

  • ból trwa długo
  • nie ustępuje po podaniu leków
  • jest silny – dziecko nie może chodzić
Bez wykształcenia medycznego nie jesteś w stanie stwierdzić, co może być przyczyną. Jest jednak pewne, że transport przynajmniej przyczyni się do dodatkowego cierpienia dziecka, a może spowodować pogorszenie się jego stanu (a nawet zagrozić życiu).

Wniosek: Intensywne objawy mogą świadczyć o poważnym problemie. Nawet jeżeli nie wiesz nic o urazach (nie doszło do żadnego wypadku) możesz mieć do czynienia z urazem wewnętrznym (np. pęknięty wrzód żołądka lub wyrostek robaczkowy).

Przykład 4

Podczas wycieczki do lasu, Twój syn wpadł do głębokiego wykopu i mocno zranił się w nogę. Podejrzewasz, że może być złamana. Dojazd karetki pogotowia z najbliższego miasta zajmuje przynajmniej 30 minut, a dziecko bardzo cierpi.

Złamanie nogi to uraz, którego nie można bagatelizować, a każdy dodatkowy ruch może zaszkodzić poszkodowanemu np. poprzez spowodowanie krwotoku wewnętrznego. Jeżeli dziecko nie jest w stanie samodzielnie się poruszać – to tylko potwierdza podejrzenie, że sytuacja jest poważna. Pamiętaj, że załoga karetki ma wszystkie potrzebne narzędzia do działania w sytuacji zagrożenia życia – czyli niejako szpital „przyjedzie” do Ciebie. Prawdopodobnie szybciej niż możesz samodzielnie dotrzeć do miasta. Zadaj sobie jeszcze jedno pytanie – czy potrafisz prowadzić samochód w bezpieczny sposób kiedy bardzo się spieszysz i stresujesz?

Wniosek: Lepiej zabezpieczyć poszkodowanego na miejscu niż ryzykować nerwowy transport i możliwość pogłębienia urazów lub nawet spowodować wypadek drogowy.

Przykład 5

Twój dziadek skarży się na silny ból w klatce piersiowej. Podejrzewasz, że może to być atak serca.

Tego rodzaju podejrzenia zawsze powodują stres i chęć jak najszybszego działania. W tym przypadku jednak pośpiech jest złym doradcą. Jeżeli masz rację i dziadek rzeczywiście ma poważny zawał – w każdej chwili musisz być gotowy do podjęcie reanimacji. Nie da się tego zrobić w samochodzie.

Wniosek: Ryzyko nagłego pogorszenia się stanu zdrowia wyklucza nieprofesjonalny transport.

Przykład 6

Jadąc samochodem wieczorem zauważasz starszego mężczyznę, który poślizgnął się na śniegu i upadł. Zatrzymujesz się, żeby mu pomóc. Okazuje się, że bardzo boli go biodro i chodzenie sprawia mu duży ból. Chce poczekać na przystanku na najbliższy autobus do domu i zobaczyć czy do rana „mu przejdzie”.

Przekonanie starszego pana do wizyty w szpitalu z pewnością będzie łatwiejsze jeśli zaproponujesz, że go tam zawieziesz. Byłby to naprawdę miły i szlachetny gest z  Twojej strony. Pod warunkiem, że mężczyzna nie doznał żadnych poważnych urazów. Jeżeli np. doszło do pęknięcia dużej kości i krwotoku wewnętrznego jego stan może się gwałtownie i niespodziewanie pogorszyć. W takiej sytuacji postępowanie wbrew zasadom pierwszej pomocy (zakaz transportu) może skończyć się nawet pozwem cywilnym ze strony rodziny poszkodowanego.

Wniosek: Udzielając pomocy osobom obcym – tym bardziej staraj się postępować w ramach ogólnie przyjętych zasad i standardów.

Na podstawie powyższych przykładów, można pokusić się o stworzenie listy sytuacji, w których transport jest wykluczony. Spójrz zatem na moje propozycje.

Nigdy nie transportuj:

  • osób, które uległy wypadkowi gdzie działały duże siły (wypadek drogowy, upadek z wysokości)
  • osób, które doznały urazów głowy
  • straciły nawet na krótki czas przytomność
  • osób, które mają niepokojące objawy (np. nie pamiętają wypadku, mają objawy wstrząsu, silne bóle)
  • kiedy podejrzewasz, że stan poszkodowanego może się nagle pogorszyć (wtedy tym bardziej nierozsądne jest starać się zdążyć do szpitala zanim to się stanie)
  • osób, które nie są w stanie same się poruszać (z powodu osłabienia, bólu itp.)

Pamiętaj, że zawsze możesz, a nawet powinieneś, skonsultować się z dyspozytorem pogotowia. Jeżeli masz jakiekolwiek wątpliwości czy w danym przypadku możesz sam zawieźć poszkodowanego do szpitala – po prostu zadzwoń pod 999 i o to zapytaj. Jeżeli masz wątpliwości domagaj się przyjazdu karetki pogotowia lub potwierdzenia przez dyspozytora, że możesz przywieźć poszkodowanego sam. To nie ma być Twoja decyzja, lecz jego, podjęta w oparciu o dostarczone przez Ciebie informacje.

Twoim obowiązkiem, jako osoby udzielającej pierwszej pomocy, jest przede wszystkim

  • jak najbardziej profesjonalne ocenienie stanu poszkodowanego i przekazanie wszystkich ważnych informacji dyspozytorowi
  • zabezpieczenie poszkodowanego tak, żeby jego stan się nie pogorszył do czasu przyjazdu pogotowia

 

2 comments on “[T] jak Transport
  1. Iwona napisał(a):

    Nie na temat ale bardzo chciałam się z Wami podzielić,pokazać znieczulicę i niewiedzę ludzi.
    http://remiza.com.pl/video/537-Ruda_Slaska_Smiertelne_potracenie_na_pasach.html

  2. Kacper Kudzia napisał(a):

    Obejrzałem wideo i nie byłbym aż tak krytyczny w stosunku do ludzi – tzn. widać ewidentnie straszną niewiedzę wszystkich osób, które pojawiają się w filmie ale nie mówiłby o znieczulicy.

    Przebieg zdarzeń sekunda po sekundzie:

    10:16:53 – samochód uderza mężczyznę
    – 2 osoby idące chodnikiem odwracają wzrok i natychmiast uciekają ale…
    – od razu zatrzymuje się sprawca wypadku oraz dwa auta jadące z naprzeciwka (ten fakt uważam za bardzo optymistyczny)
    10:17:11 – kierowca jednego z samochodów podchodzi do poszkodowanego (to jest 18 s od wypadku !!!!) jednak właściwie bez podjęcia żadnych działań odchodzi
    10:17:27 – do mężczyzny podchodzą: sprawca wypadku, przechodzień i pan, który wydaje mi się być kierowcą autobusu – to jest tylko 34 s od wypadku a już jest „do dyspozycji” 3 lub 4 „ratowników”
    10:17:46 – mężczyźni okrywają poszkodowanego (chyba jedyne rozsądne działanie z punktu widzenia pierwszej pomocy)

    Wnioski płynące dla mnie z powyższego zestawienia są takie:
    – mimo, że 2 osoby od razu uciekają to kilka innych osób reaguje bardzo szybko i poprawnie
    – żadna z osób występujących w nagraniu najwidoczniej nie miała kompletnie żadnej wiedzy dotyczącej pierwszej pomocy – tutaj widzę zadanie dla siebie, ale i dla czytelników Skutecznej Pierwszej Pomocy – trzeba uświadamiać ludzi o potrzebie uczenia się. Nawet jeśli nie na porządnym kursie (bo nie mam czasu, bo za drogo…) to chociaż przez zaglądanie do tego serwisu

    Dalsze wydarzenia wynikają moim zdaniem przede wszystkim z niewiedzy, a nie z faktu, że ludzi tych nie obchodzi los ofiary. W pewnym momencie wszyscy odchodzą od poszkodowanego co, jako instruktor pierwszej pomocy, odbieram jako katastrofę i skazanie ofiary na śmierć. Na koniec zostaje z nim tylko kierowca i gapie, którzy z pewnej odległości obserwują i chyba próbują instruować lub robią wymówki kierowcy (bez sensu w tej sytuacji).

    Nie wiem (możliwe, że nikt nie wie) jaki był stan mężczyzny zaraz po wypadku i czy można go było odratować. Żal mi jednak ponieważ wiem, że gdyby choć jedna z tych osób miała podstawowe umiejętności i umiejętnie poprosiłaby pozostałych o pomoc – udałoby się przeprowadzić BARDZO udaną „akcję ratunkową”. Sprawcy nie liczę bo był na pewno w największym szoku, ale pozostali: 2 kierowców samochodów (na pewno przechodzili obowiązkowe szkolenia w czasie kursu na prawo jazdy), kierowca autobusu (pewnie regularnie przechodzi szkolenia), 2 przechodniów (potem jeszcze doszły dodatkowe osoby)… To był duży niewykorzystany potencjał.

    Zwracam też uwagę na fakt, że nawet osoby zupełnie nie przeszkolone mogły zachować się lepiej dbając o zabezpieczenie miejsca wypadku. Dopiero 2 min i 42 s po uderzeniu sprawca włączył światła awaryjne w swoim samochodzie. W międzyczasie wszyscy kręcili się na pasach i przechodzili z jednej strony drogi na drugą, pomiędzy przejeżdżającymi samochodami… Dobrze, że w całym tym zamieszaniu nie ucierpiał nikt więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*